Gildia Cosel

Rzemieślnictwo średniowieczne

Archiwum dla odtwórstwo historyczne

Dzień Przędzenia w Miejscach Publicznych / The Day of Spinning in Public Places

Wczoraj pokazywałam się z moimi kołowrotkami: Turkawką i Marianem oraz z moimi wrzecionami na zewnątrz. Podczas X Dni Twierdzy Koźle przędłam w ramach Dnia Przędzenia w miejscach Publicznych. Niestety, ulewny deszcz, który padał od początku imprezy niemal aż do wieczora spowodował, że mała była ilość chętnych do spróbowania swoich sił w przędzeniu. Turkawka się nudziła. Marian natomiast został podeptany tak mocno przez jednego bardzo ambitnego chłopca, iż musiał zostać poddany ciężkiej operacji ponownego przyłączenia stópki pedała do organizmu. W skutek czego zyskał dwa nowe gwoździe, bo stare się zgubiły w gęstej trawie… Wszystko jednak skończyło się dobrze i Marian nadal galopuje, jak młody ogierek.

Yesterday I showed up with my reels: Turtledove and Marian and my spindle. During the X Days of Koźle Fortress I spun as part of the Day Spinning in Public. Unfortunately, the heavy rain, which fell almost from the start of the event until the evening meant that was a small number of willing to try their hand at spinning. Turtledove was bored. But Marian was trampled so hard by a very ambitious boy that he had been subjected to severe operation reattach a pedal to the body. In the consequence of that he gained two new nails, because the old was lost in the thick grass … But everything ended well and Marian still gallops like a young stallion.

A tak się prezentowaliśmy:

And we presented as well:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A tu jeszcze zdjęcie zrobione nam przez fotoreportera:

And here is a photo which was make by fotoreporter:

14322460_1400094326684863_8867863819118487678_n

Oryginał dostępny w galerii KĘDZIERZYN-KOŹLE Miasto możliwości.

Original photo is in album KĘDZIERZYN-KOŹLE Miasto możliwości.

To już jest koniec / This is the end

Koniec projektu, oczywiście. Nie mogłabym zerwać całkowicie z rzemiosłem, bo życie stałoby się płaskie.

End of the project, of course. I could not break completely with the craft, because life would be colourless.

Zakończyłam pracę nad bardzo historycznymi wiązadłami. Dwadzieścia sztuk jest już gotowych do użytku. Zostały uplecione metodą „fingerloop” z ręcznie przędzonej wełny. Na końcówkach mają mosiężne skuwki przyszyte lnianą nicią do tasiemek.

I finished work on a historical laces. Twenty pieces of them is now ready for use. They have been braided by „fingerloop” method from hand-spun wool. At the ends they have a brass ferrules, sewn with linen thread to ribbons.

Oto jak się prezentują:

And how they look like:

W pracowni / In the workshop (7, 8 & 9 / 52)

Powoli i mozolnie długie sznurki zamieniają się w sznurowadła.

Slowly and laboriously long strings turn into a laces.

sznurki05

W kubeczku z zieloną kurką – obowiązkowa herbatka 😉 / In cup with green hen – obligatory tea 😉

Karton powoli się zapełnia, a to jeszcze nie koniec. Jeszcze trochę plecenia przede mną. Jeszcze tylko około 37 metrów.

A cardboard box slowly fills up, and the end is not yet. Just a little of weaving before me. Only about 37 meters.

I gdyby tak liczyć każdy sznurek z osobna lub każde sznurowadło, 52 projekty miałabym już zrobione dawno i to po kilkanaście razy. A tak policzę:

  • jako 7 projekt – 100 czerwonych sznurowadeł;
  • jako 8 projekt – 50 zielonych sznurowadeł;
  • jako 9 projekt – 50 granatowych sznurowadeł.
And If I’ll count each string individually, or any lace, 52 projects I would have already done a long time ago and it’s a dozen times. But I count:
  • as 7 project – 100 red laces;
  • as 8 project – 50 green laces;
  • as 9 project 50 navy blue laces.

Haftowana sakiewka / Embroidered purse

Długo czekała na tę chwilę. Dokładnie 18 października 2012 roku skończyłam haft. Wczoraj dopiero sakiewka nabarła ostatecznych kształtów.

It long waited for this moment. Exactly 18 October 2012 I was to turn end embroidery. Yesterday finaly a purse take a final shape.

Sakiewka w całej okazałości. / Purse in all its glory.

Sakiewka w całej okazałości. / Purse in all its glory.

Aż nie mogę uwierzyć, że tyle czasu leżała w zapomnieniu, kiedy to ja zajmowałam się milionem innych, ważniejszych spraw. Tym bardziej się cieszę, że już wygląda, jak powinna.

I can not believe that so much time it lying in obscurity , when I took care to a million other more important matters . Even more I am glad that already it looks as it should.

W zbliżeniu / In colseup

W zbliżeniu / In closeup

Wzór haftu jest jak najbardziej historyczny, lecz użyte materiały – z bólem serca muszę przyznać – już nie. Chociaż wyszywałam na czystym lnie, to do pracy wykorzystałam mulinę bawełnianą, a sznureczki i frędzle są z bawełnianej włóczki. Cóż, to wciąż była sakiewka ćwiczebna i muszę przyznać, że jak na ćwiczenia, wyszła naprawdę dobrze. Być może już następna będzie wykonana jedwabną lub wełnianą nicią? Któż to wie?

The embroidery pattern is the most historical, but the materials – with a heavy heart I have to admit – not anymore. Although I embroidered on pure linen , to the work I used a cotton mouline threads and strings and tassels are of cotton yarns . Well, it was still a practice purse and I must admit: like an exercise, it came out really well. Maybe next one will be made ​​with silk or woolen thread? Who knows?

Oto, jak prezentuje się sakiewka, kiedy jest związana. / Here , as presented in the purse when it is bounded.

Oto, jak prezentuje się sakiewka, kiedy jest związana. / Here , as presented in the purse when it is bounded.

A teraz idę trochę odpocząć, jak na niedzielne popołudnie przystało. Jutro pokażę Wam coś nowego, co powstało w tak zwanym międzyczasie.

And now I’m going to get some rest, as befits a Sunday afternoon. Tomorrow I’ll show you something new, which was created in the meantime.

Krajka… ale jaka!

Lubię wyzwania.
Im większe, tym ciekawiej dla mnie.
Co prawda mnóstwo nerwów mi to „zżera”, ale wolę to niż gnuśnienie i wciąż tę samą w kółko robotę.
Takim wyzwaniem jest dla mnie #krajka, nad którą aktualnie spędzam całe dnie i wieczory – póki światła, póty praca wre.
Co takiego niezwykłego w tej krajce? Jej rozmiar – ponad 10 cm szerokości, kiedy te, które dotychczas robiłam miały najdalej 3 cm.
Najgorszą czynnością jest sam początek – naciąganie osnowy, układanie tabliczek tak, żeby się nie rozjeżdżały i stały w miarę równym szeregu, co jednak nie jest im w smak. Przeżyłam już trzy rozsypki. I to takie, że nie było co naprawiać, tylko zaczynać wszystko od początku.
Trzydzieści sześć tabliczek i sto czterdzieści cztery nici okropnie ciężko upilnować. Ale się udało. W końcu.

Zobaczymy, jak będzie wyglądała utkana w całości. Bardzo pilnuję, żeby brzegi były równe, a #krajka miała równą szerokość. I nie jest to takie łatwe, jak się może wydawać.
Im bliżej tabliczek, tym krajka robi się szersza. Trzeba o tym cały czas pamiętać i sprawdzać, czy oko się nie myli, wciąż kontrować, kontrolować i mieć się na baczności. Mocno lub za słabo zaciągnięty wątek zaowocuje falistą, brzydką krawędzią. A komu się spodoba takie coś?

Grunwaldowy niewypał, a pod Żywcem turniej

Niestety, mimo najszczerszych chęci i wielu rozpaczliwych prób zmiany stanu rzeczy Grunwald w tym roku nie był miejscem, w którym się moglibyśmy pojawić.
Żałuję tego strasznie, bo zawsze miło się wspomina tydzień obozowania z dala od cywilizacji, jakby przeniesionym w zupełnie inną rzeczywistość.
Cóż, nie pierwszy Grunwald, który z racji istnienia Pecha i zrządzenia Losu, a także Siły Wyższej musieliśmy opuścić.

Za to od 23 do 25 lipca będziemy się bawić na turnieju w Węgierskiej Górce. Oczywiście wieczorem, bowiem za dnia czeka mnie praca (niekoniecznie ciężka) na straganie, który za pozwoleniem Organizatorów rozłożymy.
Zapraszam serdecznie do odwiedzenia tej malutkiej, ale malowniczej miejscowości w zbliżający się weekend.

Zaproszenie do Warszawy – 6 czerwca

Kolejny wyjazd przed nami. Tym razem – i jako rzemieślnicy, i jako najemnicy – zamierzamy odwiedzić warszawską dzielnicę Bródno.
Będzie tam organizowany XV (piętnasty) już Warszawski Turniej Rycerski.

Ma być mnóstwo atrakcji, zakończonych walną bitwą pomiędzy wojskami polskimi, wspieranymi przez husycką artylerię, a wojskami krzyżackimi. Coś, jak wprawka przed Inscenizacją Bitwy pod Grunwaldem.

Jeśli ktoś ma ochotę się wybrać na ów turniej, serdecznie (w imieniu organizatorów i gości) zapraszamy do bródnowskiego parku.
Jeżeli nie wiecie, jak się tam dostać, skierujcie się ku Domowi Kultury „Świt”, a stamtąd na pewno już Was pokierują.
Zamieszczona poniżej mapa też zapewne się przyda w poszukiwaniach, lecz myślę wystarczy dobrze nasłuchiwać i uważnie patrzeć, a z łatwością się trafi w miejsce, gdzie czas cofnął się o 600 lat.