Gildia Cosel

Rzemieślnictwo średniowieczne

Archiwum dla owijacze

Na musztardowo / On the mustard

Praca nad pasami tkanymi została zakończona.
Jestem zadowolona z rezultatów, bo naprawdę wydawało mi się, że będzie to wyglądało o wiele gorzej.

***

Working on a woven belt has been completed.
I am pleased with the results, because they really seemed to me that it will look a lot worse.

Strasznie dużo czasu zabrało mi ich utkanie, bo każdą z tabliczek musiałam przekręcać osobno, a było ich „zaledwie” trzydzieści sześć. Kolejne będą tkane już przy pomocy siatki/bardka, co zdecydowanie zwiększy tempo pracy, ale też zmieni wzór, w jaki układa się osnowa.

***

Awful lot of time it took me to woved them, because each of the tablets I had to turn separately, and there were „only” thirty-six. Another ones will be woven using the grid / bardko, what ultimately increasing the pace of work, but also change the pattern in which the carcass is laid.
Do kompletu został spleciony jeszcze sznurek z tej samej wełny.

***

The set has been intertwined with the lace the same wool.

Na przyszłość, jeśli będę robić ich więcej, muszę zaopatrzyć się w ochraniacz na palce. Szorstka faktura wełny potrafi poranić do krwi.
Ale splot wyszedł bardzo równy. I to kolejny powód do dumy, prawda?

***

For the future, if I do more of them, I must obtain the protector of the fingers. The rough texture of the wool can injure the blood.
But the splice came out very equal. And that’s another reason to be proud of, right?

Reklamy

Z pracy… do pracy

Szczęśliwie skończyłam pracę nad pierwszą z szerokich krajek. Myślę, że wygląda dość dobrze?
***
Fortunately, I finished work on the first of the wide ribbons. I think it looks pretty good?

Starałam się, żeby odchylenia od obowiązkowych 11 cm nie przekraczały kilku milimetrów i udało mi się. Co prawda przy każdym przeciąganiu wątku nie rozstawałam się z linijką, ale zamierzony efekt został osiągnięty. Teraz jeszcze raz muszę powtórzyć całość (odejmując połamane krosno i „fale”.
By wykonać tę krajkę, pięćset razy musiałam przełożyć każdą z trzydziestu sześciu tabliczek. To tak dla statystyki…
***
I tried to deviations from the minimum 11 cm does not exceed a few millimeters and I succeeded. It is true that every time you drag a thread did not part with a ruler, but the desired effect is achieved. Now, once again I must repeat the whole (minus the broken loom, and „waves”.
To perform this strip, five hundred times I had to turn each of the thirty-six tablets. It’s the statistics …

A to efekt sześciu godzin nakładania osnowy. I to we dwoje. Sama pewnie robiłabym to przez pół doby.
***
And it’s a result of six hours of the imposition of the warp. And the two of us. Alone I’d do it probably for half a day.
Mam nadzieję, że teraz nie zabierze mi to tak dużo czasu, jak to pierwsze…
***
I hope that he will not take me so long as the first …

Nowy rozdział

Podjęłam decyzję, że stare krosno może i da się naprawić, ale mniej zachodu będzie, kiedy zrobi się nowe, mocniejsze, pozbawione błędów, od których pierwsze jest najeżone.
Na profesjonalne krosno tkackie jeszcze długo będę zbierać, zatem pozostało mi oprzeć się na umiejętnościach, wiedzy i pomocy osób znajomych. Dzięki ich uprzejmości i zdolnościom powoli tworzy się nowy warsztacik.

Zdecydowanie teraz nie pęknie w nim nic, obojętnie jak mocno napięta będzie osnowa.

Niestety, nie zmienia to faktu, że na dzień dzisiejszy wszelkie tkanie jest niemożliwe.
Znaczy mogłabym starym sposobem uwiesić wszystko na haku, obciążyć kamykami (bo tak zaczynałam swoją przygodę z tkaniem krajek), ale efekt takiego działania byłby tragiczny – krzywe krawędzie, luźny, zbyt luźny splot… no i na pewno trwałoby to o wiele dłużej niż czekanie na nowy warsztat i utkanie wszystkiego do końca.
Cóż, nie jestem aż taka zdolna, jak niektóre dziewczyny, które widziałam na turniejach. Przyzwyczaiłam się do ułatwień i gdy ich braknie, ciężko mi je czymś innym zastąpić.

Ale nic to. Za niedługo będzie gotowy nowy warsztat i będę mogła wrócić do przerwanych zajęć.
Tymczasem popracuję nad czymś innym… żeby czasu nie marnować.

Koniec żywota…

Kiedyś musiało się to stać. Prędzej, czy później. Szkoda, że akurat teraz, kiedy mam określone terminy i muszę gonić z pracą.
Niestety, na takie dictum nic nie poradzę…
Mój pseudo-warsztat tkacki wyzionął ducha. Rozpuknął się z suchym trzaskiem i już nie ma pomocnika…

Mam teraz przymusową przerwę w większości wypełnioną nerwowym poszukiwaniem zamiennika dla martwej części, bez której tkanie nie ma szans powodzenia. No bo jak tu teraz naciągnąć osnowę, kiedy podpora rozpadła się na proszek?
Ech…
Dlaczego akurat teraz?…

Krajka… ale jaka!

Lubię wyzwania.
Im większe, tym ciekawiej dla mnie.
Co prawda mnóstwo nerwów mi to „zżera”, ale wolę to niż gnuśnienie i wciąż tę samą w kółko robotę.
Takim wyzwaniem jest dla mnie #krajka, nad którą aktualnie spędzam całe dnie i wieczory – póki światła, póty praca wre.
Co takiego niezwykłego w tej krajce? Jej rozmiar – ponad 10 cm szerokości, kiedy te, które dotychczas robiłam miały najdalej 3 cm.
Najgorszą czynnością jest sam początek – naciąganie osnowy, układanie tabliczek tak, żeby się nie rozjeżdżały i stały w miarę równym szeregu, co jednak nie jest im w smak. Przeżyłam już trzy rozsypki. I to takie, że nie było co naprawiać, tylko zaczynać wszystko od początku.
Trzydzieści sześć tabliczek i sto czterdzieści cztery nici okropnie ciężko upilnować. Ale się udało. W końcu.

Zobaczymy, jak będzie wyglądała utkana w całości. Bardzo pilnuję, żeby brzegi były równe, a #krajka miała równą szerokość. I nie jest to takie łatwe, jak się może wydawać.
Im bliżej tabliczek, tym krajka robi się szersza. Trzeba o tym cały czas pamiętać i sprawdzać, czy oko się nie myli, wciąż kontrować, kontrolować i mieć się na baczności. Mocno lub za słabo zaciągnięty wątek zaowocuje falistą, brzydką krawędzią. A komu się spodoba takie coś?